Skip to main content

Wszyscy jesteśmy Chrystusami

Posted in

Film Marka Koterskiego powstał w 2006 roku, ale dopiero dwa tygodnie temu miałam okazję go obejrzeć. W zaciszu domowego ogniska, oczywiście. Zdecydowanie należy go oglądać w intymności własnego pokoju, gdyż temat jest bardzo ważki i skupienie się jest niezbędne, zwłaszcza iż w tym filmie każde wypowiedziane słowo ma swoje znaczenie, więc nic nie powinno umknąć uwadze widza.

Główna postać ojca jest grana przez dwóch aktorów: Andrzeja Chyrę i Marka Kondrata. Cała historię opowiada nam syn swojego ojca pijaka, Michał Kotereski. Trzeba przyznać, że obsada aktorska jest doborowa. Trzej panowie pokazali dojrzałe aktorstwo i byli bardzo wiarygodni w swoich rolach. Było wiele sytuacji z alkoholem, picie na umór, przemoc domowa, tułanie się po izbach wytrzeźwień, ciągłe wzniesienia i upadki w życiu kogoś kto, każdy swój następny oddech uzależnia od łyka piwa. Przede wszystkim jednak, to historia upokarzania się i bycia upokarzanym przez innych. Tych trzeźwych i tych pijących.

Dorosły Sylwek spotyka się ze swoim ojcem w salonie. Siedzą na przeciwko siebie. Syn odtwarza ojcową drogą krzyżową, która również jego doprowadziła na same dno. Cała koncepcja filmu jest oparta na montażu retrospekcyjnych scenek z życia całej rodziny. Opowiadana historia sięga dzieciństwa ojca, który już jako mały chłopiec przy okazji jakieś domowej imprezy posmakował alkoholu. Widzowi zostało zasugerowane w ten sposób skąd się mógł wziąźć problem picia u Adama. To tradycja rodzinna, zdaje się wskazywać reżyser.

Dalej mamy Ojca 33-ego, wykładowcę akademickiego, kulturoznawcę, który przeprowadza studentów przez Chrystusową drogę krzyżową, która okazuje się być historią jego własnych upadków. Bardzo pięknie się nakłada motyw upadającego Syna Pana Boga z ludzkimi upadkami głównego bohatera-alkoholika. Głównie poprzez spójny montaż obrazów tych z przeszłości i teraźniejszości postaci oraz tych, dotyczących aspektu religijnego całej opowieści.

Mały Sylwek był dzieckiem niechcianym. Był przeszkodą na drodze do kariery uniersyteckiej taty. Kiedy Adam dowiedział się o ciąży skopał brzuch swojej żonie. Zresztą na ślub z nią ledwo dotrał, bo się schlał poprzedniego dnia. To był początek gehenny dla wszystkich. Domowe piekiełko. Trwało ono do dnia, kiedy ojciec znalazł w sobie na tyle siły by się podnieść, jak Chrystus spod krzyża. Wtedy przyrzekł swojemu synkowi, że nie będzie więcej pił. Obietnicy dotrzymywał, ale tylko przez sześć lat. Po tym czasie znalazła jakaś okazja do napicia się i poszło. Adam nie mógł odstawić butelki. Upadł na dobre, był na dnie, z którego co raz trudniej było się wydobyć. Również rodzina nic nie mogła wskórać. Żona się od niego odwróciła, matka tylko cierpiała, na nic nie miała wpływu. W zasadzie został mu tylko Sylwek.

Stał się on opiekunem swojego ojca. Był przy nim, kiedy miał swoje ciągi alkoholowe. Sprzątał mieszkanie. Próbował rozmawiać, nawiązać kontakt. Bezskutecznie. Mimo tej anormalnej relacji widać miłość między ojcem i synem. U Adama objawia się drobnymi gestami czułości: kiedy patrzy na syna, próbuje objąć, kiedy ewidentnie sią brzydzi swoim zachowaniem i czuje wstyd. U syna wymierne są słowa. Kiedy mówi, że już nie może, że nie daje rady, a jednak stoi przy ojcu jak anioł stróż.

Wychowany w domu patalogicznym Adam sam staje się nałogowcem. Wpada w narkotyki, gdyż do alkoholu czuje wstręt. Film kończy się próbą podjęcia odwyku przez obu panów. Ubrani na biało, niosą każdy swój krzyż w słońcu palącym plażę. Wspólnie powstali z upadku i mają nadzieję, że odrodzą się jako ludzie, podobnie jak zmartwychwstał Jezus.

Bardzo dobry film. Scenariusz bardzo dobrze napisany. Doskonale prowadzona narracja. Płynne przejścia w czasie, między dialogami alter ego głównej postaci. Wszystko przemyślane. Każde mrugnięcie okiem i każde wypowiedziane słowo. Nie dopatrzyłam się żadnego zbędnego elementu.

Film serdecznie polecam, również z uwagi na wprowadzony motyw chrystusowego upadku, który w tym wypadku stał się pretekstem do opowiedzenia ludzkiej krzyżowej drogi. Motyw ten nie pojawia się natrętnie; został pokazany we właściwych proporcjach i w odpowiednich momentach. Wykorzystując topos religijny chciano powiedzieć, iż wszyscy jesteśmy Chrystusami, bo nosimy swój własny krzyż. Upadamy, podnosimy się, znów upadamy i ponownie się podnosimy. Mimo że wszyscy dookoła wątpią w nas. Myślę, że taki jest sens ludzkiej egzystencji. Film Koterskiego Marka jest o człowieku w jego brzydocie, zniesławieniu i próbie stanie się lepszym, mimo wszystko.

Oby więcej takich obrazów w polskim kinie. Kino moralnego niepokoju mi się marzy ☺

Enviar un comentario nuevo

  • Las direcciones de las páginas web y las de correo se convierten en enlaces automáticamente.
  • Etiquetas HTML permitidas: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Saltos automáticos de líneas y de párrafos.

Más información sobre opciones de formato

CAPTCHA
Esta pregunta se hace para comprobar que es usted una persona real e impedir el envío automatizado de mensajes basura.
CAPTCHA de imagen