
To było największe zaskoczenie. Wogóle nie myślałam, że to przedstawienie będzie tak wyglądało. Zrywałam boki. Na szczęście nie umknęło mi to, co artysta miał na myśli :-)
Na początek kilka faktów. ''Made in China'' to tekst irlandzkiego dramaturga Marka O'Rowe. Na deskach Sceny Kameralnej występuje znakomita Trójca: Kamil Maćkowiak (Hughie, dres), Sambor Czarnota (Kilby, twardziel) oraz Mariusz Witkowski (Paddy, mięczak). Hughie i Paddy to przyjaciele od zawsze; Kilby próbuje rozwalić tę przyjaźń. Imponuje Paddemu swoją siłą, znajomością karate i układami w dublińskiej mafii. Koniec końców Paddy odwraca się od Hughiego w sposób najokrutniejszy - bezcześci pamięć jego matki.
Temat sztuki mi się podoba i uważam, że jest ciekawy do opowiedzenia widzowi. Jednak przez tak humorystyczną oprawę jest możliwe, że przekaz niknie. Jeśli reżyserowi i aktorom chodziło o to, aby rozbawić publiczność z okazji pożegnania z tytułem, to się udało w 100%. Dawno tak dobrze się nie bawiłam w teatrze. Nawet jak to piszę to mi się buzia śmieje od ucha do ucha :-)
Natomiast trzeba było być uważnym widzem i słuchaczem, aby wyłapać sens. Dla mnie chodziło o test przyjaźni i o zdradę przez przyjaciela. Takie doświadczenie jest bardzo bolesne i to doskonale podczas tzw. momentów refleksyjnych pokazał Kamil Maćkowiak. Bardzo się wyróżniał na tle pozostałej dwójki aktorów, chociaż każdy z nich pokazał prawdę w odgrywanej przez siebie postaci.
Wracając do strony humorystycznej spektaklu, to nie sądziłam, że Kamil ma jako aktor talent komiczny. Fajnie było go zobaczyć w takim repertuarze :-) Podobała mi się interakcja z ludźmi i reagowanie aktorów na to, co się dzieje na widowni. Naprawdę super!


Enviar un comentario nuevo