Jak można przedstawić wojnę, aby nie było to ani patetyczne, ani płytkie a prawdziwe? Najlepiej pokazać to poprzez historię jednostki, którą można traktować jako opowieść o całym pokoleniu naznaczonym konfliktem, w tym przypadku, czeczeńsko-rosyjskim.
Wojna tam w odległej Czeczenii oraz ta, która rozgrywa się w głowie Wesołego jest podana widzowi w sposób tak dosłowny, że krew w żyłach zastyga. Ja się bałam przez cały czas. Błoto, woda, podtapianie, granat, nóż, alkohol, narkotyki - tylko brakowało odgłosu karabinu maszynowego. Ale i bez tego elementu teren wojny został bardzo urealniony. I nie było w tym żadnej przesady. Nie wyobrażam sobie innego, równie dobrego inscenizacyjnego rozwiązania dla takiej tematyki.
Centralną postacią sztuki jest wspomniny Wesoły (Kamil Maćkowiak) - rosyjski żołnierz-najmnik, który po powrocie z Czeczenii pojawia się w domu swojego przyjaciela Łarika (Sambor Czarnota). Upijają się, narkotyzują. Agresja i czarny humor Wesołego miesza się z jego rozpaczą, z wypaczeniem i totalnym zezwierzęceniem. We mnie jednak nie budzi obrzydzenia, lecz współczucie i litość. Są w nim zakodowane pewne sytuacje, które się wryły w jego psychikę tak mocno, że nigdy nie zdoła wymazać tego z pamięci. Chyba najbardziej traumatyczne przeżycie to było mycie zwłok swoich kolegów i wkładanie ich do trumien. Do teraz nie potrafi znieść odgłosu cieknącej z kranu wody. Kamil Maćkowiak świetnie obronił swoją postać. Uwierzyłam w cierpienie W.
Tajemniczą postacią jest Jim (Dobromir Dymecki), przyjaciel zabity w Czeczenii. Dla mnie to postać dwuznaczna moralnie, choć otoczona przez Wesołego wielką czcią. Pojawia się w połowie przedstawienia jako widmo. Wesoły jak opętany wpuszcza w niego powietrze. Unosi go. Ożywia go. Dla mnie to był najpiękniejszy i najbardziej przejmujący moment przedstawienia. Wytarganie Łarika w błocie też było mocne.
Jim chce, aby Wesoły wrócił na wojnę. I tak się staje. Po zabiciu Łarika i omyciu jego zwłok główny bohater decyduje się (przynajmnie ja tak rozumiem zakończenie) na powrót do Czeczenii, mimo że jego dziewczyna spodziewa się dziecka. Dlaczego to robi skoro miałby tu szanse na nowe życie z rodziną? Nie potrafi funkcjonować w innym świecie niż wojna. I to mu uświadamił Jim, za którego głosem ostatecznie poszedł.
Tak namacalne przedstawienie wojny w teatrze bardziej uderza w człowieka, bardziej dotyka a nawet może uwrażliwić niż oglądanie mini-relacji o konfliktach zbrojnych w wieczornych wiadomościach. Po ''Osaczonych'' jeszcze trudniej mi wyobrazić sobie dramat takich ludzi jak Wesoły. Mogę go zrozumieć, wybaczyć mu, ale nigdy bym nie potrafiła spojrzeć mu prosto w oczy i powiedzieć ''Przykro mi, wiem co przeżywasz''. Bo jak tu wczuć się w jego sytuację? Nie wiem jak to jest przeżyć wojnę i to co było na wojnie. Mogę się tylko domyślać.
I choćby dla tej świadomości ten spektakl trzeba koniecznie zobaczyć. Brawo dla Kamila, Sambora i Dobromira :-)


Enviar un comentario nuevo