Adaptacja dramatu J.Andrzejewskiego w reżyserii M. Bogajewskiej urzekła mnie. Mistycyzm i wielka metafora. Pięknym pomysłem był ołtarz, na którym znajdowali się aktorzy bez ruchu, zaklęci. Odżywali w momecie wezwania ich do krucjaty przez Spowiednika. Rozpoczyna się zdejmowanie masek.
Dzieci ruszają w drogę każde z osobna. Wyznają swoje historie. Ich losy okazują się być splątane wielkimi namiętnościami. Gdy jedno dziecię zostaje wywołane do spowiedzi, inne trwają w milczeniu. Cisza, skupienie. Granie na partnera. Emocje niesamowite. Mnie ta atmosfera wbiła w teatralne krzesło. Przeniosłam się w tamtą rzeczywistość.
Mocną stroną przedstawienia jest doskonale prowadzona narracja i zespołowa gra aktorska. Cała ta krucjata do Grobu Pańskiego jest wielką mistyfikacją. Nie chodzi o Chrystusa, a raczej o wyswobodzenie Szatana, którego każde z tych dzieci ma w sobie.
Na pierwszy plan wysuwa się żądza. Ona popycha do gwałtownych szaleństw, samozatracenia oraz zbrodnii. Każdy z aktorów uwiarygodnił uczuciową szamotaninę swoich bohaterów. Moim zdaniem jednak najlepiej to wyszło Urszuli Gryczewskiej (Blanca) i Kamilowi Maćkowiakowi (Aleksy). Psychologiczne napięcie było bardzo dobrze przekazane. Jakub (Tomasz Schuchardt) był bardzo tajemniczą postacią. W sumie mówił najmniej, a najbardziej zapadł mi w pamięć.
Ciekawą kreacją był też Hrabia (Przemysław Kozłowski). Bardzo mi się podobało jak wchodził w dialogi poszczególnych bohaterów. Wprowadzał widzów w ich historię. Czuło się jakby jego ręka i duch dowodził całą tą drużyną. Spojrzenie Hrabii było bardzo charyzmatyczne. Gra Kozłowskiego i Maćkowiaka to najmocniejszy punkt przedstawienia. Na pewno też przez to, iż ich historia niosła największy i najbardziej zróżnicowany ładunek emocjonalny.
Brakowało mi tylko muzyki. Ale nadrabiała to Kobieta śpiewająca (Ewa Karaśkiewicz). Swoim śpiewem stworzyła piękną, dostojną atmosferę. Polecam serdecznie!


Enviar un comentario nuevo