
Po przedstawieniu czułam niedosyt. Zupełnie tak samo jak po ''Zszywaniu''. Kiedy Maćkowiak dochodzi do granic i widać jak choroba psychiczna wypala Niżyńskiego to najlepsze momenty monodramu. Powinno być takich chwil więcej. Takich totalnych wejść w skórę obłąkanego artysty. No ale może to już by było za wiele dla aktora.
Opowiadanie o Niżyńskim według jego własnych ''Dzienników'' wyszło bardzo autentycznie. Mam na myśli, iż rwana narracja, retrospekcja, dialogi bohatera (dialog Niżyńskiego samego ze sobą był świetny) stały się artystycznym środkiem wyrazu dla tego, co się działo w chorej głowie Niżyńskiego. Sztuka jest oparta na emocjach. W zasadzie nie ma fabuły. To rozkładanie emocji na czynniki pierwsze. I to bardzo skrajnych emocji, bo związanych z psychozą. Bardzo odważny materiał i za to wielkie gratulacje dla K.M.
Bardzo mi się podobało operowanie światłem. Kiedy Kamil leży i zielone światło pada na jego twarz i ta zielona twarz odbija się w przeszklonej scenie. To jest magiczne. Pogłębiona została wiarygodność choroby. Całe to obłąkanie na twarzy Niżyńskiego jest bardzo plastyczne. Do tego projekcja multimedialna rozpadającej się twarzy artysty połączona z tańcem Kamila. Genialne!